Filmy dla dzieci na Halloween – co można oglądać całą rodziną w Halloween?

autor Kamil Lubartowicz
331 x czytano

Obchody Halloween nie są u nas jeszcze tak popularne jak na zachodzie. Raczej niewielu z nas przebiera swoje dzieci i wysyła je na cukierkowe łowy. Ale to nie znaczy, że nie można jakoś ciekawie zająć im tego wieczoru. I nie trzeba nawet być zwolennikiem obchodzenia w naszym kraju Halloween, żeby wykorzystać ten pretekst do filmowego seansu. Warto wiedzieć, że na ten wieczór nadają się nie tylko krwawe horrory. Są takie opowieści z dreszczykiem, które możemy obejrzeć śmiało ze swoimi pociechami.

Miasteczko Halloween – gdy duchy organizują Gwiazdkę

Co by się stało, gdyby duchy, wiedźmy i upiory, które zwykle straszą ludzi w Halloween, postanowiły tym razem wyjątkowo zorganizować… Boże Narodzenie? Odpowiedź jest oczywista – byłaby to najbardziej mrożąca krew w żyłach Gwiazdka w historii.

Dzieci uwielbiają Boże Narodzenie, więc film halloweenowy poruszający również te wątki powinien spotkać się z ich ciepłym przyjęciem. Nawet jeśli będą obgryzać paznokcie z napięcia, widząc Świętego Mikołaja w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Z kolei stylowa poklatkowa animacja, dobre piosenki i przewrotny humor sprawią, że także dla dorosłych seans na pewno nie będzie stratą czasu.

Główny bohater, Jack Skellington, władca Miasta Halloween, zmęczony coroczną rutyną straszenia, odkrywa świat Bożego Narodzenia i postanawia przejąć rolę Świętego Mikołaja. To połączenie dwóch zupełnie różnych świąt tworzy unikalną atmosferę, która idealnie wpisuje się w halloweenowy klimat, jednocześnie nie przerażając najmłodszych widzów. Film uczy, że każdy ma swoje miejsce i przeznaczenie, a próba bycia kimś innym może prowadzić do kłopotów.

Frankenweenie – poklatkowa wariacja na temat klasyki

Kolejna poklatkowa animacja, tym razem w wydaniu samego Tima Burtona. Reżyser zrealizował to dzieło na podstawie własnej krótkometrażówki z 1984 roku. Nowa, animowana wersja jest, podobnie jak oryginał, czarno-biała, co już na początku wprowadza nas w klimat starych, klasycznych horrorów z lat 30. i 40. ubiegłego wieku.

To dziecięca wariacja na temat „Frankensteina”, w której zamiast szalonego naukowca mamy małego chłopca, a zamiast powołania do życia istoty ludzkiej, ożywia on… swojego ulubionego psa. Z bohaterem zidentyfikuje się więc każde dziecko, które musiało kiedyś na zawsze pożegnać się ze swoim ulubieńcem (a prędzej czy później każdego to przecież dotyka).

Victor Frankenstein, młody naukowiec w trzewikach, po stracie ukochanego psa Sparky’ego postanawia wykorzystać wiedzę zdobytą na lekcjach przyrody i przywrócić czworonoga do życia. Eksperyment się udaje, ale jak to zwykle bywa w opowieściach inspirowanych klasyką horroru, pojawia się szereg nieprzewidzianych konsekwencji. Film porusza temat żałoby i akceptacji straty w sposób dostępny dla młodych widzów, jednocześnie nie tracąc charakterystycznego dla Burtona mrocznego uroku. Liczne nawiązania do klasycznych horrorów – od „Frankensteina” przez „Drakulę” aż po „Godzillę” – sprawią przyjemność dorosłym kinomanom.

ParaNorman – zombiaki w komediowym wydaniu

Naprawdę wygląda na to, że horrorowa, halloweenowa tematyka króluje wśród filmów animowanych techniką poklatkową, czego dowodzą nie tylko dwa wymienione wyżej filmy, ale i „ParaNorman”. Film o inwazji zombie, który można pokazać dziecku? Pewnie nie sądziliście, że kiedyś powstanie, ale oto i jest.

Oczywiście do tematu podchodzi się tu w komediowy sposób. Nie o to chodzi, żeby straszyć młodych widzów. Perypetie Normana i jego niedobranej ekipy, która musi obronić miasteczko przed umarlakami, wywołają raczej wiele śmiechu i gwarantują dobrą zabawę.

Najlepiej wprawdzie będą się bawić zapewne dorośli, którzy znają wszystkie wyśmiewane tu horrorowe klisze, ale dzieci, oprócz ubawu, wyniosą z filmu cenne morały o tolerancji dla tego, co odmienne. Jeśli mamy kształtować swoje maluchy na wartościowych ludzi, to czemu nie w tak rozrywkowy sposób?

Norman Babcock posiada niezwykłą umiejętność – widzi duchy i rozmawia z nimi. Ta cecha sprawia, że jest wyśmiewany przez rówieśników i traktowany jak dziwoląg. Gdy nad miasteczkiem zawisa klątwa wiedźmy, to właśnie Norman musi stanąć na wysokości zadania i uratować mieszkańców przed hordą zombie. Film łączy elementy rozrywki animowanej z przesłaniem o akceptacji inności i nie osądzaniu ludzi po pierwszym wrażeniu. Zakończenie, w którym poznajemy prawdziwą historię oskarżonej o czary kobiety, jest zaskakująco dojrzałe i poruszające.

Hotel Transylwania – wakacje z potworami

Książę ciemności, Drakula, nigdy jeszcze nie był tak zabawny. W tej szalonej animacji spotkamy zresztą nie tylko jego. Pojawi się potwór Frankensteina wraz z małżonką, wilkołak z gromadką niesfornych dzieci, niewidzialny człowiek, mumia, czarownice, gremliny… Cały katalog wszelakich straszydeł, które jak się okazuje, same okropnie się boją… ludzi.

Film pełen zwariowanego sytuacyjnego humoru na pewno pomoże naszym dzieciom oswoić ich lęki. A i ci nieco starsi widzowie uśmiechną się w wielu scenach, jak choćby w tej, gdy Drakula, widząc w telewizji „Zmierzch”, ubolewa nad tym, jak przedstawia się wampiry w dzisiejszej kulturze.

Hrabia Drakula prowadzi luksusowy hotel, który stanowi bezpieczną przystań dla potworów pragnących odpocząć od ludzi. Wszystko komplikuje się, gdy do hotelu trafia zwykły śmiertelnik – młody turysta Jonathan, który od razu zakochuje się w córce Drakuli, Mavis. Nadopiekuńczy ojciec będzie musiał zmierzyć się z faktem, że jego córka dorasta i ma prawo do własnych wyborów. Film odwraca znane schematy – to nie ludzie muszą się bać potworów, ale potwory ludzi, co daje świeże spojrzenie na klasyczne postaci z horrorów. Dynamiczna akcja, rozbudowane gagi wizualne i współczesne nawiązania sprawiają, że „Hotel Transylwania” świetnie sprawdzi się jako rodzinna rozrywka na halloweenowy wieczór.

Wodogrzmoty Małe – serial pełen tajemnic i humoru

No, tego już nie odhaczy się w jeden wieczór, bo to serial liczący sobie czterdzieści odcinków. Co nie zmienia faktu, że na Halloween nadaje się idealnie (ba, jest nawet genialny halloweenowy odcinek), a jego szalona popularność i zachwyt widzów są jak najbardziej uzasadnione.

Bliźniaki Dipper i Mabel Pines przenoszą się na wakacje do Wodogrzmotów Małych. Nastawiają się na nudę, ale wkrótce okazuje się, że to niepozorne miasteczko kryje w sobie wiele mrożących krew w żyłach tajemnic. Od tej pory każdy odcinek będzie nam serwował coś nowego. Mroczne sekrety z przeszłości. Potwory, zombie, duchy i upiory.

Można by się naprawdę przestraszyć, gdyby nie to, że serial jest wprost napakowany świetnym humorem. Prym wiodą tu: postrzelona Mabel, której szalone pomysły potrafią widza zwalić z nóg, oraz mój faworyt, wujek Stanek, typ zrzędliwego, gburowatego dziadka, który samym swoim nastawieniem do życia sprawia, że nie sposób się nie uśmiechnąć.

Ale „Wodogrzmoty Małe” to nie tylko salwy śmiechu. To również zagadka, która wyjaśnia się powoli z odcinka na odcinek. Znajdując wraz z bohaterami kolejne poszlaki i składając je w całość, nie będziemy mogli się doczekać, aż poznamy rozwiązanie. Dla dzieci ten serial to naprawdę świetna sprawa, a i dorośli nawet nie zauważą, kiedy się w to wszystko „wkręcą”.

Tajemniczy dziennik znaleziony przez Dippera staje się przewodnikiem po paranormalnych zjawiskach nawiedzających miasteczko. Serial zręcznie balansuje międzykomediowym a mrocznym tonem – jednej chwili możemy płakać ze śmiechu obserwując absurdalne perypetie bohaterów, by za moment poczuć dreszcz emocji podczas odkrywania kolejnych tajemnic. Szczególnie halloweenowy odcinek „Summerween” doskonale oddaje ducha tego święta, jednocześnie pokazując, jak mocna jest więź między rodzeństwem. Bogata galeria postaci drugoplanowych – od konspiracyjnego Suusa po uroczą Wendy – sprawia, że każdy znajdzie tu kogoś, z kim się zidentyfikuje. To idealna propozycja dla rodzin, które chcą rozpocząć halloweenową tradycję seansu trwającą dłużej niż jeden wieczór.

podobne tematycznie

zostaw komentarz