Wraz z nagłym pojawieniem się epidemii odry w USA, w mediach znów słychać spór o szczepionki. Jak to jest, że w dobie XXI wieku, w tak cywilizowanym kraju pojawia się choroba, o której dawno już nikt nie słyszał, a co dopiero mówić, żeby ją przechodził? Kto tak naprawdę jest temu winien? Brak odporności na choroby, który wiąże się z postępującym rozwojem cywilizacji czy może rodzice, którzy świadomie rezygnują ze szczepień własnych dzieci? O co chodzi w całym tym sporze?
• Skąd ta wojna?
• Druga strona medalu
• Warto szczepić?
• Skąd moda na unikanie szczepień?
• Co daje szczepionka?
Skąd ta wojna?
Cały ten spór prawdopodobnie wziął się z bardzo wiarygodnych badań naukowców, a właściwie jednego. W latach 90. XX wieku lekarz Andrew Wakefield stwierdził, że istnieje pewna zależność między szczepionkami a wystąpieniem u dzieci autyzmu. To właśnie wtedy najbardziej rozpowszechnił się ruch antyszczepionkowy. Szkoda tylko, że przeciwnicy szczepienia powołując się na te badania, zapominają o jednej bardzo istotnej kwestii.
Wyniki tych obserwacji zostały sfałszowane, a sam Wakefield otrzymał naganę i zakaz wykonywania zawodu. Dane opublikowane w prestiżowym czasopiśmie „The Lancet” zostały w 2010 roku całkowicie wycofane, a niezależne komisje wykazały, że lekarz manipulował informacjami medycznymi i naruszył podstawowe standardy etyki badawczej. Mimo to mit o związku szczepionek z autyzmem przetrwał w świadomości wielu rodziców.
Druga strona medalu
Zwolennicy doktora Wakefielda twierdzą, że jest on obrońcą dzieci, który nie wygrał z koncernami farmaceutycznymi rządzącymi medycznym światem. Czy taka wersja może być prawdziwa? Niekoniecznie. Szczepionki stosowane są już od wielu pokoleń, czy można zatem powiedzieć, że większość ludzi, którzy byli poddani takiej metodzie pobudzania odporności, cierpi na autyzm? Absolutnie nie.
Warto podkreślić, że setki niezależnych badań przeprowadzonych na milionach dzieci w różnych krajach nie potwierdziły żadnego związku między szczepieniami a autyzmem. Organizacje takie jak Światowa Organizacja Zdrowia, Centers for Disease Control and Prevention czy Europejska Agencja Leków wielokrotnie potwierdzały bezpieczeństwo szczepionek i ich kluczową rolę w ochronie zdrowia publicznego.
Warto szczepić?
Odpowiedź może być tylko jedna. Oczywiście, że TAK. Moda na bunt przeciwko szczepionkom zawsze kończy się tak samo, co najlepiej widać teraz w Stanach Zjednoczonych, chociaż nie tylko. Nagle powracają choroby, o których współczesny świat już zapomniał. Nie tylko chodzi o odrę. Dwa lata temu, w Polsce, lawinowo wzrosła liczba zachorowań na koklusz.
Przykłady z historii medycyny pokazują, że rezygnacja ze szczepień prowadzi do dramatycznych skutków zdrowotnych. W krajach, gdzie poziom wyszczepienia spadł poniżej 95%, pojawiały się ogniska epidemii chorób, które wcześniej były skutecznie kontrolowane. Odra, która wydawała się eradykowana, wróciła w wielu regionach świata, powodując nie tylko powikłania zdrowotne, ale również zgony, szczególnie wśród najmłodszych dzieci.
Skąd moda na unikanie szczepień?
Współczesne społeczeństwo w takim unikaniu szczepień widzi walkę z systemem. Zamiast prześledzić rzetelne badania na temat szczepień u dzieci, lepiej jest przyjąć, że to wszystko to zmowa koncernów i głosić takie banały, w co wierzy coraz więcej młodych rodziców. Taki bunt może się źle skończyć tylko na dzieciach, bo przecież rodzice szczepieni byli.
Niestety w erze internetu dezinformacja rozprzestrzenia się szybciej niż rzetelna wiedza medyczna. Grupy antyszczepionkowców aktywnie działają w mediach społecznościowych, dzieląc się nieprawdziwymi informacjami i budząc lęk. Rodzice, zwłaszcza ci oczekujący pierwszego dziecka, często nie wiedzą, komu mogą zaufać, i kierują się emocjami zamiast faktami naukowymi. Warto w takiej sytuacji skonsultować się z pediatrą lub zasięgnąć informacji o poszczególnych szczepieniach, by podjąć świadomą decyzję.
Co daje szczepionka?
Mitem jest, że szczepionki wywołują choroby. To kolejny ulubiony slogan rodziców-buntowników. Dziecko przychodzi na świat mając odporność pierwotną. Niestety nie trwa ona zbyt długo, dlatego organizm niemowlaka musi odporność nabyć. Stanie się to wraz z podaniem szczepionki, która zmusi ciało do wytworzenia mechanizmów obronnych.
Szczepionka nie polega na wstrzyknięciu do organizmu aktywnej choroby, jak większość medycznych ignorantów sądzi. Są to osłabione lub martwe chorobotwórcze drobnoustroje lub tylko ich fragmenty, które stworzą warunki do tego, żeby organizm mógł się sam przed nimi obronić. W ten sposób nabywamy odporność na lata, a układ immunologiczny dziecka uczy się rozpoznawać i zwalczać patogeny bez narażania organizmu na pełnoobjawową chorobę.
Warto również pamiętać, że szczepienia chronią nie tylko zaszczepione dziecko, ale także osoby z jego otoczenia, które z przyczyn zdrowotnych nie mogą być szczepione — noworodki, osoby z niedoborami odporności czy pacjentów po transplantacjach. Dzięki odporności zbiorowiskowej (tzw. odporności stadnej) chronimy najsłabsze ogniwa społeczeństwa. Zanim podejmiemy decyzję kierując się modą na nieszczepienie, lepiej sięgnąć do źródeł, żeby nie skrzywdzić własnego dziecka.
2 komentarze
Ja sama nie rozumiem tego szału na nieszczepienie dzieci, ja nie wyobrażam sobie tego, bym miała nie szczepić swoich dzieci i ryzykować ich zdrowiem i życiem. Trzeba jednak być odpowiedzialnym za innych.
Oczywiście, że szczepić! Sama byłam szczepiona i nic mi się nie stało. A nawet wielu chorób udało mi się uniknąć. Jak rodzice nie będą dzieci szczepić to będą wracać dawne choroby, których już od lat nie było.